Przejdź do głównej zawartości

czwarty

Cześć miśki,

Strasznie boli mnie głowa, przez nagłą zmianę jedzenia, ale wiem, że to efekt tymczasowy, więc nie ma się czym martwić. Jestem zawiedziona faktem, że w sobotę wychodzę ze znajomymi na piwo i nawet nie mam, jak się z tego wymigać. Ale czy chcę się z tego wykręcać? Raczej nie. Warto normalnie wyjść ze znajomymi raz na pół roku i dobrze się bawić.
Nie myślę o kaloriach, a o kilogramach, które lecą w dół i to się dla mnie liczy. Nie mogę się doczekać mojej kochanej siódemeczki z przodu, ale jednocześnie jestem na siebie zła za to, że mogłam już dawno dążyć do szóstki. Cóż mogę mieć żal do samej siebie i fast foodów, które często jadłam, bo na szybko.
Zazdroszczę dziewczynom, które jedzą to na co mają ochotę i utrzymują świetną figurę. U niektórych to zasługa genów (jak u mojej kuzynki), u innych odpowiednie ćwiczenia, a jeszcze u innych silna wola, która mówi, kiedy nie wolno przeginać. Jednak nadal zazdroszczę. Wiecie czasami mam takie myśli typu: " kurde, ale bym zjadła coś dobrego." Pierwsze, co myślę to same niezdrowe rzeczy, które, aż się proszą o gryzka, ale potem patrzę na mój brzuch, nogi, ręce i zwłaszcza na nieszczęsne uda i jest taka typowa blokada pt. "JUŻ MI SIĘ ODECHCIAŁO."
Czasami można z tego wyjść, żyć normalnie i się nie przejmować. Naprawdę da się. Jednak z tyłu głowy tabelki kaloryczności przesuwają się z niewiarygodną prędkością napędzaną wyrzutami sumienia. Dlatego zastanawiam się, czy kiedykolwiek zjem coś nie myśląc o tym ile to ma kalorii i jaki skład? Czy było warto?
Dlaczego to piszę? Nie jestem pro ana, bo naprawdę nie promuję anoreksji. Możliwe, że tak to wygląda i zaraz usłyszę HIPOKRYTKA, ale niektóre dziewczyny tutaj nie dążą do ładnej sylwetki, a martwej i to troszkę mnie przeraża. Każdy chce być piękny i dobrze czuć się we własnym ciele, dlatego nazwa bloga to be yourself. Czasami ten kilogram naprawdę nie robi różnicy. Możliwe, że Ty go widzisz, ale czy inni też? Po prostu czasami dziesięć kalorii więcej to nie dramat, więc nie popadajmy w przesadę.
I dla wszystkich, których interesuje dlaczego w takim razie jestem na tak niskich bilansach? Bo znam swój organizm i na ile mogę sobie pozwolić. Poza tym po moim starym stylu życia muszę zmniejszyć żołądek, który był rozepchany na każdą możliwą stronę. I być może jestem przyzwyczajona z poprzednich lat do takiej diety, bo inna nigdy się nie sprawdzała.


15.11 || CZWARTEK
Bilans:
serek fantasia z płatkami owsianymi i łyżeczką dżemu truskawkowego [180 kcal]
trochę bigosu [50 kcal]
2xgalaretka cytrynowa z jabłkiem [ 220 kcal]
Razem: 450 kcal

Ćwiczenia/Aktywność:
spacerek [1,5 km]





Komentarze

  1. Zazdroszczę, że Tobie się odechciewa, u mnie działa inny mechanizm, a mianowicie, skoro już źle wyglądam, to gorzej mi nie zaszkodzi i mogę się napchać ^^". Masz dobre podejście odnośnie wyjść ze znajomymi, trzymam kciuki, żebyś dobrze bawiła się w sobotę.
    Trzymaj się i powodzenia ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Super bilansik i podejście do diety. U mnie jest tak że jak już za dużo zjadłam to czemu nie zjeść więcej? Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    https://wygram-walke-marzen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz